niedziela, 17 maja 2015

ROZDZIAŁ JEDENASTY: BIEL

Cztery lampy wisiały nad moją głową, każda dawała inny kolor światła, podniosłem rękę uderzając je kolejno. Słyszałem jak łączyły się ze sobą, tworząc nową historię, dzieliły się, mnożyły, kreowały coś niesamowitego. Całe pomieszczenie wypełniała masa kolorów. Lampy bujały się na wszystkie strony rozprzestrzeniając coraz to więcej i więcej barwnych świateł. Działało to jak potężna machina, wydawało się, że każde pochylenie lampy jest przewidziane, ale to ja wprawiłem je w ruch, to moja wina.
Czułem, że każdy kolor ma znaczenie.

-Rooooooss- słyszałem jak Katie próbuje mnie dobudzić, ale ja nie mogłem otworzyć oczu.
-Ross wstawaj, jesteś cały mokry- szarpnęła mną, a powieki same poleciały do góry.

Piękno to rzecz względna, intymna, swoista. Piękno jest egoistyczną wersją rozrywki dla duszy. Moja dusza uwielbiała czerpać tę rozrywkę z Katie, wyrzucała wtedy karty i swoja 20-letnią plansze monopoly i tylko patrzyła. Umyła szybę i teraz widziała dokładnie. Ja też wiedziałem.
Jest piękna.

Smród po martwej kukułce jeszcze kilka dni unosił się w moim mieszkaniu. Nie dostawałem przez jakiś czas nowych listów, co bardziej przyprawiało mnie o lęk niż dawało uczucie ulgi.
Kolejna osoba, która o mnie zapomina, która mnie ignoruje.

Z Katie nie widziałem się od dwóch dni, zatrzymała się w małym motelu 4 mile od mojego domu. Korzystałem z wolnego czasu i zatraciłem się w muzyce. Każde połączenie od niej zalewałem czerwonym przyciskiem zastanawiając się co jej powiem. Starałem się, żeby myślała, że nie chcę już drążyć tematu Bruca. Nie chciałem ryzykować i pakować ją w niebezpieczeństwo, zależało mi, żeby była cala, nienaruszona. 

Był piątkowy poranek, cala noc zastanawiałem się jak wrócić do klubu niezauważonym, nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.

-Zabieram cię na zakupy- wpadła do mojego domu siostra.
-Rydel naprawdę nie mam do tego głowy- powiedziałem zrezygnowany.
-Za dwa miesiące zaczyna się nasza trasa koncertowa, musimy skompletować naszą garderobę, chyba, że wolisz, żeby nasza mama znowu bawiła się w stylistkę.
Ostatnim zdaniem przekonała mnie w 100%. 

-Więęęc co u Katie?- Moja siostra próbowała mnie podejść.
-Ojczym ją więził, zgwałcił, pobił, ale nie martw się uciekła- powiedziałem spokojnym tonem, mierząc skórzaną kurtkę.
-Słucham?!?- Rydel upuściła sukienkę, którą właśnie niosła do kasy.
-To co słyszysz- wzruszyłem ramionami- proszę tę kurtę- podałem ją ekspedientce.
-Gdzie ona jest? Zgłosiła to na policje? Jak się czuje?- Blondynka zadawała tyle pytań, ledwo łapiąc oddech miedzy nimi.
-Nie wiem, nie widziałem jej od czterech dni- starałem się nie okazywać emocji.
-Liczysz- mógłbym przysiąc, że uśmiechnęła się lekko.
-Nie trzeba być mistrzem matematycznym, żeby doliczyć do czterech- oburzyłem się.
-Zależy ci na niej, powinieneś przy niej być- jak zwykle próbowała mnie pouczać.
-Nie mów mi co mam robić-odwróciłem się.
-Jesteś dupkiem! Gdzie teraz mieszka?- jej wzrok był pełen rozczarowania.
-Motel ”Best choice”-rzuciłem.
-Na razie Ross- popędziła w stronę samochodu.
-Zostawisz mnie tutaj samego? Nie mam jak wrócić- wołałem by usłyszała.
-Są autobusy!- krzyknęła przez otwarta szybę samochodu.

Na swój dziwny sposób chciałem ją chronić, chciałem by nie czuła do mnie tego co ja czułem do niej. Nie mogłem pozwolić by pakowała się w niebezpieczeństwo przeze mnie. Ostatnim razem nie skończyło się to najlepiej. 
Autor listów nierówno kładł kostkę brukową na chodnikach mojego życia, a ja potykałem się o przerażenie, bagatelizując je naklejałem plater na skaleczone kolana.
Rany są wciąż brudne, sam nie jestem w stanie ich oczyścić.
Katie.
Ja, chcę, chciałem, chcieć będę. Ja.

*Oczami Katie*

-Nie bądź głupia, nie dzwoń już do niego-mówiłam do siebie, obracając w palcach telefon.

Motel, w którym mieszkałam był mały, mieściło się w nim piętnaście pokoi. Mój był na pierwszym i zarazem ostatnim pietrze. Podwójne łóżko znajdowało się przy oknie tak brudnym, że ledwo można było dostrzec pusty parking przed motelem. Szafa po drugiej stronie skrzypiała za każdym razem jak próbowałam cokolwiek z niej wyciągnąć. Pomiędzy szafą, a łóżkiem było nieduże biurko w czarnym kolorze. Czerwona wykładzina w białe małe wzorki była w niektórych miejscach dziurawa od papierosów, jedną dziurę zrobiłam sama, przyznaje się. Pożółkłe tapety dodawały miejscu obskurności. Łazienka była malutka, ale czysta. Biel ze ścian i podłogi raziła blaskiem, nie miałam wątpliwości, że jest ona wyremontowana. Mały prysznic z zasłonką, umywalka i toaletą z plastikową różową deską- na takie luksusy było mnie stać.

-Oh Katie- w drzwiach zobaczyłam znajomą blondynkę, która szybko rzuciła mi się na szyje.
-Rydel trochę mnie zaskoczyłaś nie spodziewałam się gości-zakłopotana oddalam uścisk.
-Ross mi wszystko powiedział, jest okropny wiem, ale trzeba go zrozumieć- mówiła uwalniając mnie od siebie.
-Wszystko?- zdziwiłam się, że podzielił się z nią cała historia ze striptizerką.
-Znaczy nie wiem czy wszystko bo tylko napomknął- pospiesznie mówiła ledwo łapiąc oddech.
-My nie wiemy kto wysyła te listy, ale już mnie to nie obchodzi, jutro mam rozmowę o prace, wynajmę coś i zacznę od nowa.- powiedziałam próbując zachować dumną postawę obojętnej i poukładanej dorosłej kobiety.
-Jakie listy?!- blondynka była wyraźnie zaskoczona.
-O czym mówił ci Ross?- podejrzanie popatrzyłam w jej stronę próbując zbić ją z tropu co szybko mi się udało.
-O twoim ojczymie, jak on mógł, byłaś z tym na policji? Jak się czujesz?- chwyciła mnie w trosce za obydwie dłonie, ściskając je.
-Powiedział ci? Przepraszam Rydel, ale to moja prywatna sprawa- powiedziałam zimnym tonem.
-Nie zrozum mnie źle, martwiłam się, chciałam tylko pomoc- blondynka wyraźnie się wycofała.
-Wybacz, ale nie wiem jak się zachować nie mam zbyt dużo osób, które obchodzi mój los, w sumie myślałam, ze może jedna, ale jak widać myliłam się- przy ostatnim zdaniu załamał mi się głos, jednak szybko wróciłam do formy obojętnej dorosłej kobiety jaką chciałam przyjąć w tej rozmowie.
-Mówisz o Rossie?- zapytała siadając na łóżko- zachował się jak ostatni cham, boi się- kontynuowała nie czekając na odpowiedz.
-Nie zależy mi na nim, nieważne Rydel- wiedziałam, że zna tylko urywek historii, jestem lojalna obiecałam, ze nikomu nie powiem wiec jej też nie wygadam, skoro Ross sam jej nic nie powiedział.
-Jemu tak samo nie zależy jak tobie na nim- uśmiechnęła się ciepło- Ross jest trudnym człowiekiem, nigdy nie kochał, nie chciał się otworzyć na ludzi, czuł się zawsze odrzucony i niekochany, odreagowuje teraz na innych.
-To go nie usprawiedliwia- próbowałam się bronic.
-Oczywiście, ze nie, ale wiem, ze on by ci sam tego nie powiedział, nie wiem co jest miedzy wami, ale wtedy na przyjęciu widziałam jak na ciebie patrzył- mówiła spokojnie bez pretensji.
-Cieszę się, że ma taką siostrę, chociaż na nią nie zasługuję- szczerze się uśmiechnęłam, atmosfera trochę się przerzedziła. Rydel wyraźnie się rozluźniła.
-Dziewczyno co ty tu robisz?- rozglądała się po pokoju jakby dopiero tutaj weszła.
-Na nic lepszego jeszcze mnie nie stać, no nie jest źle- zaśmiałam się.
-Nie jest źle? Mogłabym przysiąc, że coś właśnie przeleciało pod biurkiem. Pakuj się zabieram cie do siebie, moja współlokatorka wyprowadziła się jakiś czas temu. Znajdziesz prace, dorzucisz się do czynszu, umowa stoi?
-Stoi!

*Oczami Rossa*

-Rydel odbierz w końcu ten telefon- krzyczałem w myślach. Chciałem wiedzieć co u Katie. Bez namysłu wsiadłem do auta i ruszyłem w kierunku Best Choice Motel. 
Stary neon z nazwą motelu nie zachęcał do odwiedzin, niebieskie światło biło tylko z niektórych liter tworząc napis Be ice. Minąłem pustą recepcję kierując się do pokoju nr 12. Pukałem z całych sił słysząc, że ktoś jest w środku. Zrezygnowany opadłem na podłogę opierając się plecami o drzwi, które dzieliły mnie od niej.
-Katie, nie wiem co powiedzieć. Boje się ciebie, siebie. Nie chcę pakować cie w to wszystko, wiem, że trochę za późno, za późno by nie mieć cię przy sobie. Przepraszam... Proszę otwórz- mój ton był pełen ciepła, które chciałem jej oddać.
Słyszałem jak ktoś przemieszcza się po pokoju, szafa wyraźnie skrzypiała.
-Katie naprawdę przepraszam!- powiedziałem to na tyle głośno, że zacząłem się rozglądać czy nie mam przypadkiem jakiś nieproszonych widzów.
Cisza.
Mijając recepcję zobaczyłem na ladzie białą kopertę, taką samą jak te, które wcześniej otrzymywałem. Nie było jej tu wcześniej, ktoś musiał ją teraz podrzucić, niestety nikogo nie było w pobliżu, pospiesznie szedłem w kierunku auta otwierając list.

Biel to kolor czystości
Nabrudziłeś w hotelu przyzwoitości

Samochód prowadził za mnie, dojechałem do klubu, wiedziałem, że teraz, albo nigdy. Chciałem poszukać odpowiedzi, wiedziałem, że tam je znajdę. Poszedłem w kierunku tylnego wejścia, które pokazała mi kiedyś Katie, od niego najbliżej było do gabinetu Bruce.
-Wchodzić tam to samobójstwo- powiedziała zakapturzona postać.

Dostałem wiadomość od weterynarza "Pańska troska czuje się lepiej, wraca do zdrowia, proszę następnym razem jej nie przekarmiać" 
Troski mieszkają w domku dla ptaków na drzewie życia. Trzeba rzucać im ziarna, podlewać je. Drzewo jest wysokie co sprawia, że nie należy to do najprostszych rzeczy. Od dbałości i pielęgnacji zależy czy się o kogoś troszczysz, czy masz życie pełne trosk.

-Jesteś- uśmiechnąłem się widząc Katie stojącą, przede mną, całą i zdrową.
Stała tam, milcząc wpatrując się we mnie z żalem.
-Czemu nie otworzyłaś drzwi?- zapytałem ostrożnie- jeszcze raz przepraszam.
-Bo nie pukałeś, to prosta zasada- powiedziała obojętnie.
-Byłem tam godzinę temu- próbowałem patrzeć jej w oczy.
-Ale mnie już tam nie było- odwróciła się.
-Gdzie teraz mieszkasz?- chwyciłem ją za ramie przyciągając w swoją stronę, starałem się zdobyć jej zainteresowanie.
-Czy to ważne? Co planujesz zrobić? Wejść tam i dać się zabić?- podeszła bliżej, tak, że nasze usta prawie się stykały.
-Jeszcze nie wiem, muszę to zrobić, nie mogę stać w miejscu- te słowa wypowiadały moje usta spokojnie składnie lecz ja myślami byłem gdzieś indziej. Czułem napięcie jakie się między nami wytworzyło, chciałem przycisnąć ją do tych drzwi, zrzucić z niej ubranie i wziąć ją tu i teraz. Patrzyła mi głęboko w oczy i wiedziałem, że myśli o tym samym, jej wilgotne wargi były milimetry od moich. Delikatnie ręką gładziłem jej policzek, szyję zjeżdżając niżej, aż do piersi, jej sutki sterczały przez cienką białą koszulkę. 
-Niech stracę, pomogę ci- przerwała otrząsając się i podeszła do drzwi.
-Nie protestowałem, potrzebowałem jej- próbowałem wrócić myślami do rzeczywistości. Minęła chwila zanim krew z powrotem odpłynęła do mózgu.
-Masz jakiś plan?- zapytała z nadzieją.
-Jeszcze o tym nie myślałem.
-Dziwi mnie, ze żyjesz, Bruce nikomu nie daruje, ty wpadłeś do niego, a jeszcze nie masz kulki w głowie, szczerze to myślałam, że dopadnie nas obydwoje.

Szliśmy przez nieduży korytarz, w kierunku gabinetu. O dziwo nie spotkaliśmy nikogo, cisza, pusto, podejrzanie pusto jakby ktoś nas zapraszał do środka, mijaliśmy kamery, które rejestrowały każdy nasz ruch. 
-Musimy pamiętać, żeby wykraść taśmy- pomyślałem.
-Dobra jesteśmy, biurko jest twoje, ja przeszukam regał- powiedziała stanowczo.
Starałem się niczego nie przestawiać i wszystko odkładać na swoje miejsce.
-Nic ciekawego nie widzę, a jak u ciebie?- zapytała Katie.
-Tutaj też pusto- zrezygnowany usiadłem w fotelu.
W oczy rzucił mi się kawałek liściku wystający z kosza, znałem ten charakter pisma. Chwyciłem go w dłonie i zacząłem czytać na głos:

...pozostać tajemnicą, 100 000$ to wystarczająca kwota za milczenie. Zgodnie z umową, daj odejść mojej córce, nie szukaj jej.

-Pibiip- zatrąbił samochód, wiedziałem, że muszę się przeprowadzić, nie chciałem opuszczać mojego domu, był stabilny, nienajlepszy, ale stabilny, w samym środku mózgu. Nowy dom znajdował się niżej. Jechaliśmy przez tętnicę aż do serca.
-To tutaj- oznajmił tajemniczy głos kierowcy. Wprowadzałem pudła do domu z kart.
"Córce" to słowo odbijało się w mojej głowie jak kangurek, nie mogłem go złapać, zatrzymać, z każdym odbiciem ściany mojego domu odnosiły znaczne obrażenia by całkowicie runąć pozostawiając mnie bez dachu.
-To pismo mojego ojca- powiedziałem w kierunku Katie.









6 komentarzy:

  1. Oj dzieje się dzieje. Już czekam na kolejny rozdział. ;) Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny rozdzialik :)
    Podoba mi się postawa Rydel.
    Szczególnie jak kazała Rossowi wracać autobusem :)
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :)
    Zaciekawiła mnie końcówka...
    Pozdrawiam i czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohh Dzowit z każdym kolejnym rozdziałem chce więcej i więcej!! Super!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy kolejny rozdział jest coraz ciekawszy :) Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedy next? kocham twojego bloga. nigdy nie czytałam ciekawszego!!!

    OdpowiedzUsuń

.