Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozdział 5: żółć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozdział 5: żółć. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 lipca 2014

ROZDZIAŁ PIĄTY: ŻÓŁĆ

Siedziałem w poczekalni na swoim starym małym drewnianym krzesełku, nikogo nie było ze mną tylko szare ze starości ściany i duży zegar z kukułką. Zegar był popsuty, niegdyś żywo wydająca dźwięk kukułka teraz zwisała obdarta z piór, długa wskazówka zegara była wygięta w moją stronę, a szybka zbita. Jedyne co było żywe w tym pomieszczeniu to ja i kolor zegara. Nie było tam drzwi, klamki leżały pod ścianami z każdej strony po siedem w równym odstępie jednego metra. Chciałem wstać, zrobić jakiś ruch, ale nie potrafiłem, nie wiedziałem dlaczego przecież to poczekalnia MOJEGO umysłu.

***
Po przebudzeniu otrzymałem smsa od Rydel przypominającego o spotkaniu z Kevinem. Ostatnie na co miałem ochotę to omawianie spraw fanowskich. Do tego wszystkiego noga wciąż bolała, ale nie chciałem się przyznać siostrze, że jestem ranny to zrodziłoby serię pytań, które następnie z siłą kobiecej ciekawości wycelowałaby we mnie pociągając za spust z tą specyficzną miną odkrywcy.

Kevin pochodzi z Hiszpanii i jest przewodniczącym fanclubu R5 Family*, znamy się od kilku lat, był jednym z naszych pierwszych fanów, teraz zajmuje się innymi. Zwykle nie ma mnie na tych spotkaniach, uważam je za stratę czasu ale Rydel poprosiła mnie abym ją zastąpił. 
-Cześć- przywitałem go wchodząc do Coffee Time.
-No w końcu jesteś, siadaj, mamy mało czasu i sporo spraw do omówienia- rzucił nawet na mnie nie patrząc grzebiąc przy tym w papierach.
-Czemu akurat Coffee Time?- zapytałem szczerze zaciekawiony miejscem spotkania.
-A czemu nie? Jest tutaj w porządku nie uważasz?- odpowiedział lakonicznie.
-Jak chcesz, jak tam fani? Mocno dają ci w kość?- próbowałem rozluźnić atmosferę, która nie wiedząc czemu zrobiła się trochę zbyt gęsta.
-Daje radę ale musisz mi powiedzieć kilka rzeczy, mianowicie co z trasą po US? Macie jakieś wieści od promotorów? Andre nie odbiera telefonu, a mi się robi bagno, jak chcecie, żebym to ogarniał to informujcie mnie na bieżąco!- powiedział lekko poirytowany.

Andre to nasz menadżer, jest Niemcem ale od 10 lat mieszka w LA, zajmuje się jeszcze kilkoma innymi gwiazdami, ale to głownie dzięki nam zapełnia kieszenie. Jest naprawdę dobry w tym co robi, cenię sobie jego pracę, ale czasami jego ekscentryczne wybryki lekko mnie irytują. Tym razem poleciał na jakąś wyspę i nie ma z nim żadnego kontaktu. 
-Andre jest poza zasięgiem, promotorzy się spóźniają to od nich wszystko zależy, jak tylko się czegoś dowiem od razu dam ci znać, my też mamy sporo na głowie, trochę spuść z tonu- zaproponowałem
-Taa.. Następna sprawa, co z wynikami..

Wyłączyłem się.

Obolały emocjonalnie i fizycznie wsiadłem do samochodu żegnając się z Kevinem. Wiedziałem gdzie teraz powinienem być i o co powinienem spytać.

***
W dzień te neony nie dawały takiego wrażenia jak nocą, teraz to tylko neony, kolory już się nie kłóciły, w ogóle ze sobą nie rozmawiały.

Wszedłem do klubu, kolejny raz licząc o ile już razy za dużo przekroczyłem próg tego miejsca. Podszedłem do pustego baru czekając, aż ktokolwiek się pojawi. 
-To ty?- zdziwiłem się widząc Katie wstającą zza lady.
-Czego chcesz?- rzuciła wyraźnie znudzona, przynajmniej na taką pozowała.
-Przyszedłem porozmawiać z córką właściciela.
-Voila! Czego sobie życzysz?- ironia, aż kapała z każdego słowa.
-No tak, czemu ja wcześniej nie skojarzyłem, dalej masz zamiar się ze mną bawić, czy powiesz mi o co dokładnie chodzi? Czego chcesz? Kasy? Sławy? Czego?- każde następne słowo mówiłem z większą odrazą.
-Człowieku czego TY chcesz ode mnie? Masz jakąś obsesje, najpierw oskarżasz mnie o kradzież zawartości koperty, potem przychodzisz tutaj i się na mnie rzucasz, idź lepiej stąd albo zawołam ochroniarza- powiedziała poirytowana zajmując się czyszczeniem baru.
-Mieliśmy umowę, ty swojej części nie dotrzymałaś- postanowiłem zagrać nieco inaczej.
-W dupie mam twoją umowę, chciałam ci pomóc, ale jak widać nie warto- brnęła dalej w swoją grę.
-Dobra poniosło mnie przyznaję, możemy pogadać? Ale nie tutaj- zaproponowałem podając jej dyskretnie karteczkę z adresem.
-Nie będę z tobą rozmawiać, Brad wyprowadź tego Pana, on ma chyba za mało wrażeń- wskazała ochroniarzowi ręką miejsce gdzie stałem.
-Sam wyjdę- krzyknąłem wyrywając się z uścisku.

Wyszedłem dwa razy, 
Raz z klubu
Raz z siebie.

***
Kobiety są jak bańka mydlana, potrafią chłonąć od ciebie powietrze, biorą ile dasz, szczelnie się zamykając. Nie możesz tego odebrać, to tchnienie tam pozostaje, nawet nie próbuj w przeciwnym razie pęknie i już nigdy go nie odzyskasz, ale też nie będziesz mógł go dłużej oglądać.
Patrz ale nie dotykaj.

Tym razem postanowiłem dotknąć.
Dochodziła 9pm, a ja siedziałem na ostatniej ławce w parku Gryffith. Na przeciw mnie znajdował się duży staw, który opływał w cieniach drzew tworzonych przez latarnie, przez co wyglądał jak czarna głębia. W stawie pływało kilka kaczek, które co jakiś czas nurkowały w wodzie. Czekałem znów jak w poczekalni ale zamiast krzesełka była ławka, zamiast zegara był staw, zamiast klamek były drzewa a zamiast szarości ścian była ona.
-Spóźniłaś się- powiedziałem.
-Gdybyś pisał bardziej czytelnie dotarłabym tu godzinę temu- oburzyła się szatynka.
-Co dla mnie masz?- zapytałem Katie.
-Po pierwsze nie znam dobrze Sweet Pie, wiem tylko, że pracowała krótko jako striptizerka w klubie mojego ojczyma. Z jakiegoś powodu zastraszał ją, zabrał jej nawet dokumenty, pomogłam jej uciec ryzykując przez to wiele.
-Pomogłaś jej nawet jej nie znając?- zdziwiłem się.
-Nikt nie zasługuje by być przetrzymywanym wbrew swojej woli, wiem, ze ojczym para się szemranymi interesami ale na boga ta dziewczyna ma dopiero 18 lat. Coś w niej było takiego, że musiałam jej pomóc, może to ten kolor włosów, mam do niego słabość- tłumaczyła dalej.

Zarumieniłem się

-A co to była za koperta, którą jej dałaś wtedy pod Coffee Time?- zapytałem.
-Tam były jej dokumenty, które wykradłam ojczymowi plus trochę gotówki, którą udało mi się odłożyć.
-Mówiła ci dokąd się wybiera?- miałem nadzieje na pozytywną odpowiedź.
-Niestety nie, wolałam nie wiedzieć - powiedziała zrezygnowana.
-Cholera jesteśmy w punkcie wyjścia- schowałem twarz w dłonie.
-Jesteśmy?- zdziwiła się Katie.
-To znaczy ja jestem- sprostowałem pospiesznie.
-Jesteśmy.- skwitowała.
Byliśmy.

Siedzieliśmy bez słowa na ławce wpatrując się w staw, nagle wszystkie kaczki zniknęły, razem z nami zamilknął cały park, ta cisza była podniecająca i przerażająca jednocześnie.
-Co to jest?- przerwałem moment zadumy pokazując niewielki obiekt na wodzie
Podbiegłem by przyjrzeć się bliżej, to był mały statek z przyczepioną ŻÓŁTĄ kopertą tam gdzie zazwyczaj jest maszt. Wyłowiłem go za pomocą patyka. Otworzyłem kopertę i przeczytałem na głos:

Żółty to kolor najwyższych wartości
Powoli tracisz swoją wiedzę i umiejętności

W kopercie było jeszcze coś, mały zegarek z przekrzywioną długą wskazówką w moją stronę i piórko, nie kaczki, nie mewy,
Kukułki?
Kukułki.

_____
*nazwa dla fanów zespołu R5




.