wtorek, 12 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ CZTERNASTY: FIOLET

- Wybacz, musiałem jeszcze coś załatwić- Riker wpadł do swojego pokoju.
- Czekam już od godziny- wyraźnie naburmuszony odwróciłem głowę.
- No daj spokój, co chciałeś mi powiedzieć- zaciekawiony usiadł przy biurku.
- Eeee, już nie pamiętam, pewnie nic ważnego- starałem się zmylić go z tropu. W głowie miałem tylko widok zdjęcia Sweet Pie, które Riker ukrywał w książce. Kłębiły się pytania, po co ma to zdjęcie, skąd i dlaczego właściwie zaciągnął mnie tamtej nocy do tamtego klubu. Jedno było pewne, nie mogłem mu już ufać.
- Byłeś dość przejęty- Riker zmrużył oczy, oboje wiedzieliśmy, że mi nie wierzy, ale mimo wszystko przestał drążyć temat. 
- Chodźmy na dół, mama nas wołała- Riker otworzył drzwi, wychodząc pierwszy. 
Spojrzałem na czerwoną książkę raz jeszcze, zacząłem sprzątać stół w mojej głowie, czas się trochę pobawić, na poważnie zacząć układać te puzzle, nie ważne ile mają kawałków, już niedługo zawiśnie z nich obraz. Muszę przybić gwoździa do ściany.

Katie często do nas wpadała, fakt, że mieszkała z Rydel, wcale mi nie odpowiadał. Znowu byłem samolubny, ale nie mogłem na nią patrzeć. Nigdy nie zaakceptuje jej jako mojej siostry. Moje uczucia i pożądanie nie pozwoliłyby na to. 

- Mark wciąż się nie obudził?- szatynka zwróciła się do Rikera.
- Niestety nie, ale jego stan jest stabilny- blondyn uśmiechnął się lekko.
- To niewiarygodne, że dowiedziałam się, kto jest moim ojcem i nie mogę z nim porozmawiać- Katie szeptała mi do ucha, a z każdym jej słowem przechodził mnie dreszcz. 
- Nic nie tracisz- poklepałem ją po ramieniu, próbując odejść.
- Ross, co się z tobą dzieje?- dziewczyna zwróciła się do mnie, gdy już zostaliśmy sami.
- Nic, a co ma się dziać?- uśmiechnąłem się sztucznie.
- Unikasz mnie- Katie była wyraźnie zdziwiona.
- Dziwisz się? Katie, za każdym razem jak cię widzę, mam ochotę zedrzeć z ciebie ubrania, przycisnąć cię do ściany i nie dać zapomnieć ci mojego imienia. A teraz proszę, jesteś mądrą dziewczynką, zejdź mi z oczu.

Moje oczy płonęły, lustrując odchodzącą dziewczynę. Wiedziałem, że czuje się podobnie, jej ciało mówiło to za nią. Wiedziałem też, jak silna jest jej potrzeba przynależności do rodziny, skoro daje się oprzeć pierwotnym instynktom. Gdyby tylko wiedziała, że rodzina to bujda, dla której nie warto się poświęcać. Nie będę tym wysokim ubłoconym typem, który powie jej, że Mikołaj nie istnieje.
Lubiłem jej zadziorną twarz, jej dosadne uwagi, jej bezczelność i upór. Ostatnio porzuciła to wszystko, zostawiając dziewiczą maskę potrzebującą akceptacji i zrozumienia. Stała się zupełnie niewinna, co w połączeniu kręciło mnie jeszcze bardziej. 

Starałem się jak najwięcej czasu spędzać z Rikerem, wiedziałem, że coś ukrywa, musiałem dowiedzieć się co. Przeglądałem jego telefon, maile, niestety nic w nich nie było. On sam już nie wyjeżdżał, starał się być przy matce.

- Skupcie się, jutro mamy koncert- powoli zaczynała się nasza trasa koncertowa, lekka rozgrzewka po Ameryce, później Europa, Azja i Australia. Rocky krążył wokół sprzętów, starając się przywołać nas do porządku.
- Ile razy już to przerabialiśmy?- wyrzuciłem z siebie, chociaż wcale tego nie chciałem. Coś mówiło mi, że powinienem bardziej szanować pracę, jaką wkłada moje rodzeństwo i kumpel w funkcjonowanie zespołu.
- Przepraszam Rocky, ale naprawdę martwię się o tatę- Rydel wyraźnie posmutniała.
- Wiem, rozumiem, ale on chciałby, żebyśmy grali dalej, tyle poświęcił, żeby zorganizować tę trasę- szatyn trochę złagodniał.
- Może powinniśmy ją przełożyć, aż się obudzi?- Riker starał się znaleźć wyjście z sytuacji. 
- Zróbmy tak, zagracie jutro ten koncert, resztę przełożymy, powiemy fanom, że jutro to taki sneak peak całej trasy, dorzucę jakąś bajkę, połączę to i wrzucę na stronę- podsumował Kevin, siedząc w kącie sali nagraniowej, w której zespół pracował.
- Dobry pomysł- Ellington podszedł do Kevina i przybił z nim piątkę.
- Wszyscy są za?- Riker obrócił się wokół własnej osi, zatrzymując wzrok na Rockim.
- Dobra.

Samotność ma różne odłamy, ludzie różnie ją odbierają, inaczej odczuwają. Najgorsza dla mnie jest samotność w tłumie ludzi. Czujesz, że jesteś tylko ty, na sobie możesz polegać, ze sobą porozmawiać, a co najgorsze musisz siebie polubić. Bez tego zawsze będziesz samotny, obcy w swoim ciele. Jak inni mają zacząć zwracać na ciebie uwagę, skoro ty chcąc nie chcąc gardzisz sobą? Nawet twoje ciało cię nie słucha, to któż inny by zechciał? 

- Myślę, że rozgrzałem publikę- mój najmłodszy brat właśnie zszedł ze sceny, dając nam znać, że teraz nasza kolej.
- No ja myślę!- Rocky poklepał go po plecach, uważając przy tym na swoją ukochaną zieloną gitarę. 
- Pobierzmy trochę energii od tych ludzi- nakręcałem pozostałe rodzeństwo.

Na scenie z przodu stały trzy statywy z mikrofonami, kolejno dla Rikera, dla mnie i Rockiego, z tyłu po jednej stronie stała perkusja z grającym na niej Ratliffem, po drugiej klawisze, a za nimi uśmiechnięta Rydel. Uwielbiałem to, jak bardzo kochała naszych fanów, była taka otwarta i szczera w tym wszystkim. Graliśmy w dość dużym  klubie w LA, nie zapełnialiśmy jeszcze wielkich sal koncertowych czy aren. Nasze koncerty zawsze były wyprzedawane, co pozwalało nam grać w coraz większych miejscach, jeszcze kilka kroków i wylądujemy na jakiejś arenie. Nie sądziłem wtedy, że na arenie znajdę się wcześniej i to nie po to, by grać koncert, ale, by walczyć, o swoje i za swoje.

Katie stała w pierwszym rzędzie, kibicując, klaskając, śpiewając z nami. Nie mogłem skupić się na żadnej innej dziewczynie w tym miejscu. Właśnie kończyliśmy grać pierwszą piosenkę. 
- Teraz "Heart made up on you"- wykrzyczałem spoglądając na setlistę przyklejoną do parkietu sceny tuż koło mojej lewej nogi. Spod listy wystawał kawałek fioletowej kartki. Wiedziałem, że to kolejna koperta, którą mogłem otworzyć dopiero jadąc do domu.

Fiolet to kolor tajemnicy
Nie popłyniesz daleko, nie podciągając kotwicy.

Wyciągnąłem z koperty widziane wcześniej zdjęcie Sweet Pie, teraz w tyle widniał dopisek: 
"Widzę, że muszę Ci pomóc, za długo rozgrywasz swoją partię, jestem znudzony"

Faktycznie, ta osoba miała rację, nic szczególnego nie wiem i wcale nie posuwam się do przodu. Sprawy się pokomplikowały, a ja przestałem ufać komukolwiek. Czas obudzić śpiąca królewnę.


Stałem w gabinecie ojca gotowy powiedzieć "wstawaj, musimy pogadać" Wiedziałem, że to nie takie proste, ale chciałem zrobić to prostym. 
- To nasze ostatnie podejście ojcze, wiem, że wcale nie chcesz się obudzić, pewnie stoisz tutaj obok i śmiejesz mi się w twarz. Nie ruszę do przodu, nie wiedząc kim jest Katie.- patrzyłem w jego kamienną twarz.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że ona jest moją siostrą, pozwoliłeś mi kogoś pokochać, to twoja wina!- łza cisnęła mi się do oka.
- Ona nie jest twoją siostrą Ross- znajomy głos przywołał mnie do porządku.
- Mamo? O czym ty mówisz?- otarłem oczy, starając się przywrócić normalną minę.
- Katie nie jest twoją siostrą.- powtórzyła to ponownie, ale nie potrafiłem jej uwierzyć.
- Co o tym wiesz? Wiesz, że ojciec ma jakąś córkę huh?, łajdak nawet nie raczył nam jej przedstawić!- postanowiłem nie kryć już dłużej tego co się dzieje.
- Więcej szacunku do ojca!- nawet teraz, w takiej sytuacji była mu do końca oddana, bezgraniczne uwielbienie do mężczyzn, poniżając siebie i swoje wartości.- To prawda, twój tata ma jeszcze jedną córkę- powiedziała to zimnym, spokojnym tonem.
- I ty mówisz o tym tak spokojnie?- byłem zdziwiony jej postawą.
- Stare dzieje, teraz jesteśmy rodziną i powinniśmy się cieszyć z tego, co mamy- wciąż bez wzruszenia wypowiadała kolejne słowa.
- O czym ty do cholery mówisz mamo! Skoro to nie Katie to kim ona jest?- pragnąłem zachłysnąć się prawdą.
- Widziałam ją raz, jak była małą dziewczynką, wiem, że ma na imię Ronnie. Czas byś powiedział Katie prawdę, nie mogę patrzeć jak tutaj przychodzi i opiekuje się Markiem z taką nadzieją.- mama podeszła do mnie bliżej, a jej ton był wyrachowany.
- Nie mogę jej tego zrobić, dopiero co zyskała rodzinę i już ma ją stracić? Nic jej nie powiesz, rozumiesz? Albo każdy dowie się, że Mark ma nieślubną córkę, a ja nie spocznę, dopóki jej nie odszukam i przedstawię rodzinie i prasie- zaszantażowałem matkę.
- Ross, nie odważysz się! Poza tym kłamstwo ma krótkie nogi, Katie, w końcu zechce wszystkim powiedzieć, że uważa, iż Mark to jej ojciec, na nic ci są te intrygi.- głos Stormie przypominał ten, którym karci się małe dziecko, gdy nie słucha rodzica.
- Do tej pory powiem jej prawdę, chcę, żeby nacieszyła się tym, czego nigdy nie miała, nawet jeżeli oznacza to, że będę musiał na nią czekać lub nigdy jej nie mieć.
- Naprawdę ją kochasz.
- Co ty możesz wiedzieć o miłości- skrzywiłem się na widok jej rozanielonej twarzy.
- Jesteśmy bardziej podobni niż myślisz Ross, kocham cię, może tego nie czujesz i nie jest to taka miłość jak do twojego ojca, ale jestem twoją matką, nie zapominaj o tym.
- Nie schlebiaj sobie, nie jesteśmy podobni, nie chcę być taki jak ty. To, co czujesz do ojca to oddanie i fascynacja, nie miłość. 
- Zrobisz, jak zechcesz, ale czy ukrywając to przed nią, nie zachowujesz się dokładnie jak ja?- zadrwiła ze mnie.
O serce mojej matki odbijają się wszystkie emocje. Żadna nie ma klucza, który pasowałby do otworu zamka. Całe życie siedziałem i kułem odpowiedni model, podpasywałem, zmieniałem, dorabiałem, gdy myślałem, że jestem odpowiednio blisko, ona zmieniała zamki. Właśnie wstałem, zamknąłem zakład i wystawiłem tabliczkę:
"Na sprzedaż" 

 Każdy w dzieciństwie ma ulubioną bajkę, książkę, opowiadanie. Moją było o małej Ronnie, nie wiem, jak dokładnie znalazła się ta książka u mnie w domu, Riker ją kiedyś przyniósł, zawierała przekleństwa i sceny nieodpowiednie dla dzieci, ale mój starszy brat przerabiał ją tak, że zawsze uwielbiałem jej słuchać. Po jakimś czasie, gdy wydoroślałem na tyle, żeby sam zająć się sobą, porzuciłem przygody Ronnie i postanowiłem zostać samozwańczym samotnikiem walczącym o względy mojej rodzicielki. Gdy to też nie działało, chcąc wrócić do rodzeństwa, czułem narastającą przepaść między nami. Nie starałem się jej zalepić, kopałem między nami fosę. 

- Jest- chwyciłem czerwoną książkę do ręki, jak się spodziewałem, zdjęcia Sweet Pie w niej nie było. 
Usiadłem na łóżku Rikera i przygotowałem się do lektury. 
- Maria Salinas "Ronnie"- przeczytałem- Znam skądś to nazwisko- główkowałem, otwierając pierwszą stronę z prologiem.

"... Nie wiedziałam, gdzie jestem, siedziałam tu już od jakiegoś tygodnia, wiedziałam tylko, że bawią się tu dziewczynami, nie miałam jednak pojęcia, o jakie gry chodzi. Kazali mi się ubrać w seksowną bieliznę, nie wiedziałam, co to znaczy. Rzucili mi coś. Następnie wszedł on, wziął mnie jak zabawkę mimo moich protestów, łzy zalewały moje oczy, a do uszu napływały kolejne komendy. Skazałam Cię na tułaczkę Ronnie, ja Twoja mamusia, jednak nie byłam w stanie Cię pokochać..."



7 komentarzy:

  1. Wszystko się wyjaśnia... - a może dopiero się zaczyna?
    Na takie rozdziały warto czekać nawet kilka miesięcy.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejne koperty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam ter rozdział i chyba przeczytam całość, bo bardzo mnie to zainteresowało :)
    http://izblogmod.cba.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. No no no, ktoś tu ma dryg do pisania! Może jak będę mieć więcej czasu uda mi się przeczytać resztę :)
    Zapraszam też do siebie ;)
    www.bellalicious.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytane! Masz świetne wyczucie stylistyczne i podoba mi się w jaki sposób piszesz :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisz, pisz, pisz, bo masz potencjał!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam czasu ostatnio na czytanie książek a teraz już wiem, co będę czytać w drodze do pracy :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się całkiem ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń

.